Prawo do rokoszu

Wednesday, June 18th, 2008

Prawo do zbrojnego występowania przeciw królowi.

Prawo do rokoszu to kolejna, przez wielu historyków uważana za najważniejszą, przyczyna upadku Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Prawo do rokoszu w założeniach było ideą piękną, realizującą twierdzenie o złotej wolności szlacheckiej, broniącą w teorii naród przed absolutystycznymi zakusami króla. Jakie by prawo do rokoszu nie było, można powiedzieć jedno – było skuteczne. A mianowicie wielce skutecznie pozwalało blokować magnaterii jakiekolwiek zmiany w państwie, ze szczególnym uwzględnieniem na dążenia poszczególnych władców do umocnienia swej pozycji. Prawo do rokoszu zakładało, że jeżeli dany król poweźmie złowrogie wobec narodu szlacheckiego i dobra kraju zamiary, to szlachta ma pełne prawo, ba, wręcz obowiązek!, do zbrojnego wystąpienia przeciwko władcy, przez co albo zmusi go do odstąpienia od swych zamierzeń, albo zrzuci z tronu. I faktycznie – rokosze były organizowane dość często, zazwyczaj wtedy, gdy jakiś król, wobec całkowitej niemożności rządzenia państwem przy istnieniu tak olbrzymiej władzy szlachty, chciał wzmocnić swą pozycję. I tak w roku 1606 miał miejsce rokosz Zebrzydowskiego, który, choć stłumiony przez wojska królewskie, skutecznie odwiódł Zygmunta III Wazę od zamierzeń wzmocnienia swej władzy. Następnie w latach 1665-1666 miał miejsce rokosz wielkiego marszałka koronnego Lubomirskiego, skierowany przeciw synowi Zygmunta Wazy, Janowi Kazimierzowi. I ten rokosz został stłumiony, jednak dążenia Jana Kazimierza do zmiany elekcji viritim na vivente rege zostały zablokowane. W 1668 miał miejsce kolejny rokosz, który w końcu przerodził się w wojnę domową, wobec czego Jan Kazimierz abdykował.

Elekcja viritim

Wednesday, June 18th, 2008

Władza królewska, inaczej niż w innych krajach, w Rzeczypospolitej nie była suwerenem

Elekcja viritim, oznaczająca wybór króla dokonywany przez ogół narodu politycznego, jakim w Rzeczypospolitej była szlachta, była kolejnym, niemniej istotnym niż liberum veto, przyczynkiem do upadku kraju. Oficjalnie we wszelkich konstytucjach (niegdyś konstytucją zwany był każdy dokument będący spisem praw) suwerenem Rzeczypospolitej był król. Czy było tak w istocie? Oczywiście, że nie. Skoro król był wybierany przez szlachtę – ba, można rzec chamsko, że był wręcz wynajmowany! – to oczywistym jest, że to naród szlachecki był właściwym suwerenem. Naród szlachecki więc decydował w praktyce o losach państwa. Zupełnie inaczej było w znakomitej większości ówczesnych krajów europejskich, przede wszystkim ościennych, gdzie panowała monarchia dziedziczyna, względnie dopuszczająca elekcję vivente rege, czyli wybór króla za życia jego poprzednika (w Polsce elekcja vivente rege miała miejsce raz – w czasie panowania Zygmunta Starego, gdy na króla wybrano jego syna, Zygmunta Augusta. Wywołała sprzeciw dużej części szlachty, wobec czego w przyszłości prób wyboru króla za pomocą elekcji vivente rege nie podejmowano). Monarchia dziedziczna, o ile w skrajnościach może prowadzić do czasami niebezpiecznego absolutyzmu, zazwyczaj gwarantowała trwałość dynastii, a przede wszystkim niezależność władzy królewskiej od kaprysów szlachty. Nie dziwi wcale, że część magnaterii starała się umocnić swą pozycję budując niemalże „państwa w państwie”, skoro królem kraju mógł zostać każdy, nawet zupełnie nieznany osobnik, z majestatem dalece niższym, niż majestat rzeczonej magnaterii.